An-arche.pl "Można być mądrym nie przeczytawszy ani jednej książki; wierząc zaś we wszystko, co jest napisane w książkach, nie można nie być głupcem." L. Tołstoj |
 |
|
|
Teraz jest sobota, 4 wrz 2010, 22:46
|
Tematy bez odpowiedzi | Aktywne tematy | Nieprzeczytane posty
 |
|
 |
|
| Autor |
Wiadomość |
|
marcinsen
|
Tytuł: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: piątek, 12 mar 2010, 03:33 |
Dołączył(a): piątek, 20 lis 2009, 10:56 Posty: 123 Lokalizacja: Żywiec
|
Choć miło mi tutaj na forum, wśród poszukiwaczy wolności, to czuję się trochę osamotniony w swojej niechęci do ateizmu W porywie nocnego gadulstwa przygotowałem niedługi esej, w którym piszę trochę o moim prywatnym zrozumieniu i pogodzeniu idei anarchizmu z teizmem. Wspominam o tym w samym tekście, ale chciałbym jeszcze napisać tutaj - w żadnym wypadku nie jest to próba narzucenia komuś moich wartości i poglądów, a jedynie wyjaśnienie własnego światopoglądu - ot tak, żeby się podzielić, nie żeby przekonywać. Dlatego, jeśli ktoś chciałby przekonywać mnie do ateizmu, pomijając już niemożliwość takiego zadania  , to proszę jedynie o uszanowanie moich poglądów. Tzn. - dyskusja, z chęcią, ale na poziomie:) Pozdro. Anarchizm i Bóg  Emma Goldman w swoim eseju “Anarchism – What It Really Stands For” pisze: “Religia! Jak dominuje umysł człowieka, jak upokarza i degraduje jego duszę. Bóg jest wszystkim, człowiek jest niczym. Ale z tej nicości Bóg stworzył królestwo tak despotyczne, tak tyrańskie, tak okrutne, tak strasznie rygorystyczne, że odkąd istnieją bogowie, nic poza mrokiem i łzami nie panuje nad światem. Anarchizm budzi człowieka do buntu przeciwko temu czarnemu potworowi. Rozerwij mentalne kajdany – głosi Anarchizm – ponieważ dopóki nie nauczysz się myśleć za siebie, dopóty nie zrzucisz zwierzchnictwa ciemności, która jest największą przeszkodą w drodze do wszelkiego postępu.” Przede wszystkim chcę podkreślić, że cenię i szanuję Emmę Goldman za jej działalność, życie, determinacje w walce o wolność, poświęcenie, literaturę, jaką po sobie zostawiła. Rozumiem też skąd pochodzi jej niechęć do religii. Emma Goldman była uważnym obserwatorem rzeczywistości, widziała więc jaki wpływ ma zorganizowana religia na jednostki, pozbawiając je inicjatywy, pragnienia wolności, odpowiedzialności za swoje życie. Oprócz tego miała doświadczenie z pierwszej ręki, jak Kościół zawsze stoi za aktualną potęgą, czy to militarną, czy ekonomiczną. Te rzeczy nie podlegają dyskusji. Dlatego też nie neguję wniosków Goldman, które wynikają z faktów i obserwacji, w określonym kontekście historycznym i kulturowym. Osobiście jestem przekonany, że zorganizowane religie nie spełniają swojej funkcji, jaką w moim zrozumieniu powinien być duchowy rozwój człowieka, dzięki któremu może doświadczyć on wyższej rzeczywistości. Zamiast tego, w najlepszym przypadku zorganizowana religia może być strażnikiem tradycji i substytutem prawdziwej duchowości, a w najgorszym – krwawym tyranem, zazdrośnie strzegącym swoich wpływów i władzy. Bhaktisiddhanta Sarasvati, filozof i działacz religijny, żyjący w Indiach na przełomie XIX i XX w. pisze: " Idea zorganizowanego kościoła, w zrozumiałej dla wszystkich formie, oznacza koniec żywego, duchowego ruchu. Wielkie kościelne establishmenty są groblami i tamami, próbującymi zatrzymać strumień, którego nie może powstrzymać żaden sztuczny twór. Zorganizowane religie pokazują, że masy pragną eksploatować duchowy ruch dla swoich własnych celów. Powstanie zorganizowanych kościołów oznacza koniec absolutnego i niekonwencjonalnego przewodnictwa bona fide duchowego nauczyciela" ( Harmonist, styczeń 1929) Już wyjaśniam, jakie ma znaczenie ten cytat: przyjmujemy, że idea Boga, duchowości, nieśmiertelności jest skutkiem istnienia poszczególnej religii i koncepcje te służą kontrolowaniu ludzi. Wraz z autorem powyższej wypowiedzi wierzę, że jest na odwrót – wypływające z duszy człowieka pojęcia Boga i transcendencji najpierw są czystym i naturalnym przejawem dążenia jednostki do poznania, do harmonii, do pełni. Dopiero z czasem idee te degenerują się pod wpływem zorganizowanej religii. I wtedy jako naturalna reakcja na dewiacje organizacji pojawia się negacja. Wraz z materialnym systemem ucisku odrzucamy rzeczy wartościowe, które niestety, przez wieki manipulacji uległy degeneracji. Duchowa, pełna miłości Istota, stojąca ponad tak przyziemnymi ideami jak despotyzm, okrucieństwo, czy ślepa sprawiedliwość, staje się Bogiem – sędzią, Bogiem – władcą, Bogiem – strażnikiem. Któż nie chciałbym pozbyć się takiego Boga? Na co komu potrzebny kolejny tyran? Weźmy ideę świata transcendentalnego. Jak koncept wiecznego Domu, źródła miłości, przyjaźni, poświęcenia i wszystkiego, co dobre w człowieku, zdegenerował się do taniej obietnicy raju, gdzie ceną za jego osiągnięcie jest ślepe podporządkowanie? Dlaczego żądny przygód poszukiwacz, wędrowiec czujnie słuchający pragnienia serca, prowadzącego go do Źródła, zamienił się w wystraszonego niewolnika? A dusza? Zrozumienie, że jesteśmy wieczną iskrą światła, świadomości, zawsze rozkwitającą, wolną jednostką – tym jest wiara w duszę. Duch nie jest sługą, który może skończyć w piekle, jeśli nie będzie ostrożnie podążał za wskazówkami wszelkiej maści Ojców Kościoła i jeśli nie będzie uważnie wypełniał litery suchych doktryn i praw. Naturalna religia człowieka (jeśli słowo „religia” ma dla ciebie negatywny oddźwięk, użyj innego – duchowość, transcendencja, wrodzona tęsknota do czegoś wyższego) zgubiła się w początkowych okresach rozwoju zorganizowanych, zinstytucjonalizowanych religii. Odrzucenie duchowości jedynie z powodu wypaczenia jej esencji przez instytucje, jest pójściem na łatwiznę. Prawdziwy poszukiwacz prawdy i wolności będzie szukał głębiej. Przebiwszy się przez kulturowe i historyczne uwarunkowania, pojawia się poważniejszy zarzut – racjonalizm. Poznawanie świata rozumem. To, czego nasz rozum nie może dotknąć, nie istnieje. Zanim wdam się w teologiczne wywody chciałbym coś wyjaśnić – nie uważam, że Bóg, czy dusza są ideami, do których można kogoś przekonać za pomocą argumentów i logiki. Uważam, że wiara, czy jej brak jest głównie wynikiem decyzji, i dopiero do naszego mniej, czy bardziej świadomego wyboru dopasowujemy argumenty. Dlatego to co piszę nie jest próbą przekonania kogokolwiek do mojego światopoglądu, ale obroną mojej pozycji i pozycji każdego innego anarchisty - teisty (jakkolwiek znikoma byłaby nasza liczba). W mojej opinii racjonalizm jest bardzo kalekim narzędziem do poznawania rzeczywistości. Rozum jest przyrządem materialnym i z tego powodu można go używać jedynie do badania rzeczywistości materialnej. Stosując go do studiowania rzeczywistości duchowej natrafiamy na spory problem – narzędzie okazuje się nieadekwatne do badanego obiektu. Mierząc czyjąś wagę termometrem, odkrywamy że ta osoba nie waży żadnej ilości stopni Celsjusza. Czyli ciężar nie istnieje! Może to nie najlepszy przykład, ale mój punkt jest taki – rozum nie może przekroczyć pewnej granicy. Dochodzi do punktu wrzenia i koniec. Czy to wystarczający powód, żeby przyjąć z całą pewnością, że Bóg nie istnieje? Że my sami jesteśmy tylko bryłką atomów, ponieważ są one wszystkim, co możemy dostrzec, używając wytworów naszego rozumu? Nie dla mnie. Czy w takim razie jestem dobrowolną ofiarą irracjonalizmu? Zdałem się na łaskę wizji, przywidzeń, omamów i iluzji? Nie sądzę. Jestem trans-racjonalistą. Uważam, że mój materialny rozum jest tylko odbiciem duchowej świadomości. Jeśli skoncentruję wszystkie wysiłki na przekroczeniu ograniczeń racjonalizmu, będę mógł użyć do poznania rzeczywistości, mojego „wyższego” rozumu – czyli świadomości ponad ograniczeniami materii i związanej z nią logiki i empiryzmu. Powiedzmy, że przekroczyliśmy ograniczenia racjonalizmu; Bóg istnieje, a my jesteśmy wiecznymi duszami. I co z tego? Czy to oznacza, że teraz mamy się płaszczyć? Wiara oznacza dobrowolną akceptację tyranii, o tyle straszliwszej od ziemskiej, że nigdy nie mającej końca? Zgodziwszy się na istnienie Boga, teraz musimy przyjąć pozycję niewolnika? Porzucić dążenie do wolności, równości, sprawiedliwości? Mnie samego ciarki przechodzą na myśl o takiej sytuacji. Jaką jednak mamy alternatywę? W moim odczuciu ta kwestia jest najbardziej złożona, ze wszystkich tu wspomnianych. Tak jak mówiłem poprzednio, nie staram się nikogo przekonywać, a jedynie wyjaśniam harmonię w moim życiu pomiędzy teizmem a dążeniem do wolności. Po pierwsze – Bóg jako groźny, bezwzględny władca jest smutnym dziedzictwem religii judeochrześcijańskich, pochodzącym zarówno ze starotestamentowych źródeł, jak i późniejszej postawy Kościoła, który wyparł się ludzkiej, kochającej koncepcji Boga z nauk Jezusa na rzecz mrocznego króla i sędziego. Mieszkamy w części świata w większości zdominowanej przez różne odłamy Chrześcijaństwa i normalne jest, że nie możemy uniknąć postrzegania świata poprzez pryzmat naszych kulturowych uwarunkowań. Jak moglibyśmy zapomnieć o wizjach piekła roztaczanych przed nami przez katechetów, albo nadgorliwych, „wierzących” rodziców? Po latach, kiedy wreszcie uda nam się wyrwać spod kontroli rodziców, szkoły, Kościoła, ze wstrętem zrzucamy z siebie narzucone nam jarzmo i nie chcemy mieć nic do czynienia z religią. Tak stało się w mojej wczesnej młodości i do teraz została mi niepohamowana niechęć do zorganizowanych kościołów, bez względu na religię. Na szczęście wszedłem w kontakt z ideami duchowymi spoza naszego kręgu kulturowego, gdzie poznałem inne wersje Boga i duchowości, które pozwoliły mi pozbyć się mojej niechęci. Nie mam tutaj na myśli żadnej organizacji – jak pisałem wcześniej, wstręt do zinstytucjonalizowanej formy religijności pozostała mi do dziś. Uwiodła mnie raczej idea Boga, nie jako władcy - groźnego i bezwzględnego, ale Boga – przyjaciela. Kogoś, dla którego nasz bunt, nasze dążenie do wolności za wszelką cenę jest w rzeczywistości oznaką dojrzewania zagubionej duszy. Bóg jest istotą nieograniczenie wolną. A my, zagubione w materii, iskry świadomości, szukamy tej wolności. Pozbywamy się kolejnych ograniczeń, granic, łańcuchów, wyrywamy się z uchwytu konformizmu, ślepego podporządkowania, lenistwa, krok po kroku zbliżając się do naszego naturalnego stanu – stanu czystej wolności. Nie prezentuję tutaj taniej wersji raju po śmierci. „Działaj teraz, a wolność osiągniesz na drugim świecie”. Nie to mam na myśli. Uważam, że nasze działanie teraz, w kierunku wolności jest najważniejszą rzeczą, jaką możemy zrobić i już teraz, w tym świecie możemy osiągnąć ją w pełni. Jestem jednak przekonany, że wolność nie może być kompletna bez zrozumienia naszej duchowej natury. To prawda - dążenie do wolności będzie miało zawsze obiektywną wartość. Jak jednak możemy być w pełni wolni, odrzucając nasz najważniejszy element – świadomość? Świadomość, która nie jest wynikiem wyjątkowo sprytnego zmieszania elementów materialnych, ale duchową, wiecznie ewoluującą iskrą, dla której swoboda jest integralną częścią nieprzemijającej natury. Tym jest dla mnie duchowy anarchizm. 
_________________ http://polaco-libertario.blogspot.com/
|
|
|
|
|
 |
|
Emjotka
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: niedziela, 23 maja 2010, 10:36 |
Dołączył(a): niedziela, 23 maja 2010, 05:06 Posty: 47 Lokalizacja: Krk
Poglądy: a-indywidualizm (?)
|
marcinsen napisał(a): Bóg jest istotą nieograniczenie wolną. Jak rozumiesz wolność? Bo ja, doprawdy, nie bardzo jestem w stanie sobie wyobrazić wolności w jakikolwiek sposób ograniczonej. Idąc dalej tym (Twoim) tropem powinnam się uznać za boga.  marcinsen napisał(a): Nie prezentuję tutaj taniej wersji raju po śmierci. „Działaj teraz, a wolność osiągniesz na drugim świecie”. Nie to mam na myśli. Uważam, że nasze działanie teraz, w kierunku wolności jest najważniejszą rzeczą, jaką możemy zrobić i już teraz, w tym świecie możemy osiągnąć ją w pełni. Jako, że sam stwierdziłeś, żeś stracony dla ateizmu, to daruję sobie "nawracanie"  i pożyczę Ci szczęścia w duchowych poszukiwaniach (bo mam wrażenie, że jesteś właśnie poszukujący), dedykując jednocześnie fajną piosenkę... >klik!<
_________________
Życie? — — — Rozprężę szeroko ramiona, Nabiorę w płuca porannego wiewu, W ziemię się skłonię błękitnemu niebu I krzyknę, radośnie krzyknę: — Jakie to szczęście, ze krew jest czerwona!
|
|
|
|
|
 |
|
Ptakuba
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: niedziela, 23 maja 2010, 12:09 |
Dołączył(a): czwartek, 18 mar 2010, 23:10 Posty: 61
Poglądy: Onanizm
|
Cóż tu wiele powiedzieć. Może zamiast gadać o idei Boga trochę porozchodzę się po ogólnej religii. Sam jestem człowiekiem gloryfikującym bardziej wiarę (niekoniecznie tą religijną) niż rozum, a zarazem staram się uciekać od wszelkiego fanatyzmu i braku zastanowienia. A religia w dzisiejszej formie taki fanatyzm i bezmyślność wywyższa. Ludzi religijnych nie obchodzą już idee dobra i tak dalej - obchodzi ich życie wieczne. Zamiast zmieniać świat na lepsze wolą wmawiać sobie i innym, że najważniejsze jest to żeby chodzić do kościoła, modlić się, bronić religii i tak dalej. Że człowiek jest niczym, jedyne co się liczy do Bóg. Że życie doczesne jest niczym, że liczy się tylko życie wieczne. Żyją tylko po to, żeby umrzeć, wierząc że dzięki temu nigdy nie umrą. "Miliony marzą o nieśmiertelności, równocześnie nie wiedząc, co ze sobą zrobić w deszczowe niedzielne popołudnie." - Susan Ert "Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli." - Paulo Coelho (chyba?) Zawsze wolałem rozpatrywać religię właśnie w kontekście bardziej życia wiecznego, i sensu naszego doczesnego życia, niż bytów nadprzyrodzonych albo genezy świata czy jego apokalipsy. I dochodzę do wniosku - skoro ktoś nie zrobi nic przez te 80-100 lat swojego życia, to po co mu niby życie wieczne? I jeszcze tak z dala od tematu: "We drink from the river, then we turn around and put up our walls" - System of a Down - Aerials Ktoś ładnie podał interpretację na soad.fan.pl: Cytuj: Pierwsze słowa mówią że życie to wodospad, że jesteśmy wszyscy razem w rzece i po upadku z wodospadu. Więc ludzie to woda, a rzeka to życie, musimy płynąć jej prądem, przyjmować kierunek - wszystko co życie nam przynosi. "We drink from the river, then we turn around and put up our walls" - Pijemy wodę a potem odwracamy się - bierzemy z życia garściami i nic nie dajemy w zamian od siebie; i budujemy mury między sobą. Wszyscy ludzie są jednym spójnym gatunkiem który przepływa przez rzekę (życie), jednak jesteśmy tak bardzo rozdzieleni, obcy dla siebie. Buddyzm głosi harmonię i jedność wszystkich istot itp. świata, katolicyzm z czasem też zaczął, że wszyscy ludzie są jednością w Duchu Świętym czy coś takiego. Odrzucam idee czystego dobra czy czystego zła, więc nie wierzę w sąd ostateczny (jak slogan reklamowy Wiedźmina - nie ma dobra i zła, są tylko czyny i konsekwencje), piekło i tak dalej. Wierzę za to że ludzie nie powinni tworzyć podziałów. Widać w tym pewną analogię to anarchizmu? Jeśli uznać religię za zbiór nakazów i zakazów mówiących jak poprawnie żyć, to zapewne lepiej dla nas coś takiego odrzucić. Ale jeśli zagłębić się i zobaczyć w religii głoszenie idei dobra, poświęcenia i wspólnoty, to myślę że nie ma co odrzucać czegoś takiego. Ale offtop żem napisał. Wracając więc do idei Boga - jeśli to istota z samego założenia niedostępna naszym doczesnym zmysłom, to chyba nie można mieć komukolwiek za złe, jeśli w nią nie wierzy? ALE odrzucenie z miejsca (brzytwą Ockhama) idei że istnieje coś co jest niedostępne dla owych naszych doczesnych zmysłów łącznie z nowoczesnymi urządzeniami i tak dalej byłoby ignorancją równie wielką jak ignorancja ludzi ślepo religijnych. Nie możemy sądzić, że jesteśmy najdoskonalszymi bytami w całym Wszechświecie bo to to samo destrukcyjne stwierdzenie co u ludzi religijnych, że świat został (przez Boga) stworzony dla nas. Wiem że znaczna część ludzi o umysłach ścisłych, a więc też znaczna część anarchistów odrzuca niekoniecznie ideę Boga, ale odrzuca ideę wiary. W cokolwiek. Jedni ludzie wierzą w Boga, inni w ufoludki, inni w Atlantydę, inni w to że ludzie mogą żyć w pokoju, szczęściu i wolności w społeczeństwie bez prawa i granic. Mnóstwo antyteistów odrzuca wiarę a samemu bez żadnego przemyślenia itp. wierzą w słowa Dawkinsa i naśladowców na zasadzie "Boga nie ma, kropka, nie może być inaczej".
_________________ http://img717.imageshack.us/img717/3782/anarchyang.png "Aerials in the sky! When you lose small mind you free your life!" SoaD - Aerials Jestem za radykalnymi zmianami ale w nieradykalny sposób, a w dodatku nie jestem antyteistą :O Próbuję być hippisem ale mi nie idzie. Kiedy siła miłości przezwycięży miłość do siły świat pozna pokój.
|
|
|
|
|
 |
|
Emjotka
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: niedziela, 23 maja 2010, 12:38 |
Dołączył(a): niedziela, 23 maja 2010, 05:06 Posty: 47 Lokalizacja: Krk
Poglądy: a-indywidualizm (?)
|
Ptakuba napisał(a): Buddyzm głosi harmonię i jedność wszystkich istot itp. świata Za używanie buddyzmu (w sensie nauk Księcia Świadomości a nie późniejszych religijnych zniekształceń) w rozmowach o religii będę wieszać za część ciała dzielnie chronioną przez uda - uczciwie ostrzegam! Ptakuba napisał(a): ALE odrzucenie z miejsca (brzytwą Ockhama) idei że istnieje coś co jest niedostępne dla owych naszych doczesnych zmysłów łącznie z nowoczesnymi urządzeniami i tak dalej byłoby ignorancją równie wielką jak ignorancja ludzi ślepo religijnych. A co powiesz o stworzeniu idei, przy posiadaniu jedynie naszych doczesnych zmysłów i rozumu (no chyba, że uzasadnisz mi, że mamy coś jeszcze), że istnieje coś dla nich niepoznawalnego? Dla mnie to tak samo urocze jak rozważania, czy niebyt jest.  Ludzie nie przestają mnie zaskakiwać... Ciekawym zjawiskiem jest, że jakoś nikt nie uznaje za ignoranta człowieka, który mówi, że uważa, iż nie ma krasnoludków. Za to ten, który mówi, że je widział, jest uznawany za wariata. W przypadku boga dziwacznym trafem nastąpiło jakieś odwrócenie porządków. Ptakuba napisał(a): Wiem że znaczna część ludzi o umysłach ścisłych, a więc też znaczna część anarchistów odrzuca niekoniecznie ideę Boga, ale odrzuca ideę wiary. Ależ absolutnie nie odrzucam idei wiary. Mogę naprawdę szczerze i mocno wierzyć, że coś się stanie, jeżeli mam ku temu jakiekolwiek przesłanki. Odrzucam ideę pana, w tym pana boga. Moralny feudalizm mnie nie kręci - a bycie nawet nie wasalem (chociaż w niektórych religiach/wyznaniach kobiety mogą być kapłankami, więc może gdyby się uwziąć...  ), a chłopem, to nie mój klimat. I chyba generalnie o to właśnie chodzi w anarchistycznym ateizmie - o odrzucanie jakiejkolwiek idei naturalnego zwierzchnictwa. A sporo interesujesz się buddyzmem, to dorzuciłabym tu jeszcze słowa pewnego znanego człowieka... Ten świat zna trzy błędne punkty widzenia. Jeśli trzymać się ich uporczywie, to nie pozostaje nic innego, jak wszystko zanegować. Pierwszy punkt widzenia polega na przekonaniu, że ludzkim losem kieruje przeznaczenie. Zwolennicy drugiego utrzymują, że wszystko jest stworzone przez Boga i kierowane jego wolą. Ci, którzy przyjmują trzeci, głoszą, że wszystko zdarza się przypadkowo, nie mając żadnych przyczyn ani uwarunkowań. Jeśli o wszystkim decyduje przeznaczenie, to dobre i złe czyny, wszelkie szczęście i cierpienie są już z góry ustalone. Zatem wszelkie ludzkie plany i wysiłki, które mają na celu poprawę i postęp, byłyby daremne, a dla ludzkości nie byłoby nadziei. To samo dotyczy obu pozostałych stanowisk. Jeśli w ostatecznym rozrachunku wszystko spoczywa w rękach niepoznawalnego Boga, bądź jest dziełem ślepego przypadku, to cóż innego pozostaje ludziom jak nie podporządkowanie się Bogu i przypadkom? Trudno się dziwić, że ludzie, którzy hołdują takim poglądom, tracą nadzieję i nie starają się działać mądrze i unikać zła. Wszystkie trzy koncepcje są błędne, ponieważ wszystko jest następstwem zjawisk, których źródło stanowi nagromadzenie przyczyn i warunków.Ptakuba napisał(a): Mnóstwo antyteistów odrzuca wiarę a samemu bez żadnego przemyślenia itp. wierzą w słowa Dawkinsa i naśladowców na zasadzie "Boga nie ma, kropka, nie może być inaczej". Statystyk nie prowadzę, ale stawiam sok z marchwi, że mniej jest antyteistów odrzucających wiarę nieświadomie, niż teistów nieświadomie tej wiary nie odrzucających.  Co do Dawkinsa - wbrew sloganom krzykaczy, nie odrzuca opcji, że się myli. Po prostu przyjmuje najbardziej racjonalną opcję i nie wstydzi się mówić o tym głośno. I chwała mu za to! (choć bardziej cenię go za prace biologiczne, a "Boga urojonego", przyznaję, jeszcze nie czytałam - w kwestii jego podejścia do wiary opieram się na artykułach i wywiadach, z którymi się zetknęłam; było ich sporo, były spójne i, wydaje mi się, dość reprezentatywne)
_________________
Życie? — — — Rozprężę szeroko ramiona, Nabiorę w płuca porannego wiewu, W ziemię się skłonię błękitnemu niebu I krzyknę, radośnie krzyknę: — Jakie to szczęście, ze krew jest czerwona!
|
|
|
|
|
 |
|
Defman
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: poniedziałek, 24 maja 2010, 13:28 |
Dołączył(a): sobota, 22 lis 2008, 14:36 Posty: 843
Poglądy: @ bezprzymiotnikowy
|
Emjotka napisał(a): Co do Dawkinsa - wbrew sloganom krzykaczy, nie odrzuca opcji, że się myli. Po prostu przyjmuje najbardziej racjonalną opcję i nie wstydzi się mówić o tym głośno. I chwała mu za to! (choć bardziej cenię go za prace biologiczne, a "Boga urojonego", przyznaję, jeszcze nie czytałam - w kwestii jego podejścia do wiary opieram się na artykułach i wywiadach, z którymi się zetknęłam; było ich sporo, były spójne i, wydaje mi się, dość reprezentatywne) Bóg Urojony jest świetny  Bardzo niewiele luk można znaleźć w jego rozumowaniu, choć podejście krytyczne jest wskazane.
_________________ "Marzyciel jest twórcą jutra. Człowiek praktyczny może się z niego śmiać; nie wie, że to on jest tą prawdziwą siła, która popycha świat naprzód. Ucisz go, a świat stoczy się ku barbarzyństwu. Wzgardzony, osłabiony, wskazuje drogę... Siejąc nasiona, których plony zostaną zebrane, nie przez niego, lecz przez jutrzejszych ludzi praktycznych, którzy będą wyśmiewać jednocześnie kolejnego niestrudzonego marzyciela zajętego sianiem, sianiem i jeszcze raz sianiem."
Ricardo Flores Magon
|
|
|
|
|
 |
|
Kapi
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: czwartek, 3 cze 2010, 22:17 |
Dołączył(a): piątek, 9 kwi 2010, 21:00 Posty: 94
Poglądy: anarchoindywidualizm
|
Mam podobny problem co założyciel tego tematu. Ateizm wydaje mi się zbyt prosty, by można nim wytłumaczyć cały dotychczasowy pęd (a może obłęd) do boga(lub bogów), życia pozagrobowego itp. Bycie ateistą wydaje mi się pójściem na łatwiznę. Lecz nie zawsze tak myślałem. Gdy byłem małym, niemyślącym chłopcem byłem bardzo religijny. W końcu dorosłem, zacząłem myśleć, zauważać pewne sprawy i tak przeszedłem do agnostycyzmu. Było to wynikiem niechęci do pochopnego odpowiadania na pytania na które nie znam odpowiedzi i nieakceptowania tych narzuconych. Później nadszedł drugi okres - ateizm. Powodowany był chwilowym zachwytem poznania rozumowego, lecz również pewną formą buntu wobec społeczeństwa, dążenia do wolności ograniczanej przez religię (ale taką rozumianą powszechnie). Wychowywany byłem w rodzinie wierzącej, lecz która nie uznawała słów księży (lecz również zasad religii) za święte. Coś na zasadzie - Bóg chyba istnieje, jest dobry itp. lecz jego ludzie mogą być podli, a najważniejsze żebyś był dobrym człowiekiem i nie czynił krzywdy innym. Później zacząłem zastanawiać się na nowo. Co będzie jak umrę? Czy zostanę wiecznie potępiony? Trzeba przyznać, że to świetne narzędzie kontroli - uznać, że nieposłuszni pójdą do piekła. Niemniej jednak na nowo uwierzyłem w Boga. Nie była to wiara na zasadzie - chcę być lepszym człowiekiem, chce by świat był lepszy, chce zbawienia dla ludzi. To było coś w stylu - lepiej uwierzę bo będę miał przejebane po śmierci. Za nic w świecie nie chciałem rezygnować z moich anarchistycznych ideałów i marzeń, aż dążenie do wolności, równości, sprawiedliwości uznałem za przejaw dobra na świecie, rozumianego przez wierzących po przykrywką "Bóg". I nie miało dla mnie znaczenia czy ten Bóg naprawdę istnieje, bardziej liczyło się to, że sumienie (w wypadku śmierci) czyste, bo w Boga przecież wierzę, a swoim poglądom się nie sprzeciwiam. Lecz ostatnio przeczuwałem, że poszedłem na łatwiznę, użyłem półśrodków do osiągnięcia celu (sam nie wiedziałem jakiego). Był wybór: albo anarchia i dążenie do "raju na ziemi", lecz z możliwością wiecznego potępienia, lub smutne życie wierzącego, biernie przyglądającego się wyzyskowi, życie wbrew sobie i swoim wartościom, lecz z nadzieją na "raj w niebie". I kogo tu spytać o radę? Księdza? Wszyscy wiedzą jak ci zareagowaliby na słowa anarchia, ateizm, agnostycyzm. Ateistów? Odczuwam wrażenie, że część z nich popełnia błąd (straszny w skutkach, jeśli założymy, że Bóg istnieje). Ten błąd to czytanie Biblii (lub jakiejkolwiek innej księgi religijnej, ale innych nie znam, więc odniosę się do tej) dosłownie. To dotyka wszystkich, zarówno religijnych fanatyków, jak i ateistów. Ci pierwsi myślą, że skoro Bóg karze mordować, to trzeba. Ci drudzy myślą, że skoro Bóg karze mordować, to po co mi taki Bóg? Widzą sprzeczności: Bóg miłosierny - Bóg skazujący na śmierć. Takie antagonizmy niejednego pozbawiły wiary i nie ma w tym nic dziwnego. Biblia to ciąg metafor, przypowieści mających pokazać nam drogę do marcinsen napisał(a): „wyższego” rozumu – czyli świadomości ponad ograniczeniami materii i związanej z nią logiki i empiryzmu. aby z tej świadomości odkryć Boga (lub cokolwiek takiego). Oczywiście to tylko hipoteza, może rzeczywiście Biblia to tylko nic nie znaczące bzdury, ew. mające znaczenie filozoficzne i estetyczne. Niemniej jednak warto spróbować przeczytać Biblię (zwłaszcza jeśli się jest ateistą) i nie podchodzić do niej sceptycznie. Kolejnym błędem jest patrzenie na religię przez pryzmat jej wyznawców. Np: "Ludzie z Radia Maryja to szajbusy, więc nie zamierzam mieć z nimi nic wspólnego". W rzeczywistości powinno być "ludzie z RM to szajbusy, więc jako człowiek wierzący i myślący pokażę im na czym polega szacunek dla bliźniego itp." Bardzo poruszył mnie ten tekst z początku. Mądrze połączono w nim idee anarchizmu z ideą Boga, a to było dla mnie zawsze najtrudniejsze zadanie.
_________________ "Ten, co jest naszym panem, jest i wrogiem naszym" Jean de La Fontaine "We wszystko wątpić lub we wszystko wierzyć - oto dwa równie wygodne rozwiązania, które zwalniają nas od myślenia." Jules Henri Poincare
|
|
|
|
|
 |
|
Emjotka
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: czwartek, 3 cze 2010, 23:03 |
Dołączył(a): niedziela, 23 maja 2010, 05:06 Posty: 47 Lokalizacja: Krk
Poglądy: a-indywidualizm (?)
|
Kapi napisał(a): Mądrze połączono w nim idee anarchizmu z ideą Boga, a to było dla mnie zawsze najtrudniejsze zadanie. Nie da się mądrze połączyć idei anarchizmu z ideą Boga (czy boga), bo ten ostatni jest z definicji bytem wyższym (obdarzającym dobrami - według większości hipotez słowo "bog" oznaczało z początku nic innego jak właśnie jakieś dobro, bogactwo; potem zostało przerzucone na wyimaginowane istoty te dobra posiadające i rozdzielające  ), zwierzchnim, a anarchizm jako taki ma tak naprawdę tylko jeden wspólny punkt - odrzucenie zewnętrznego zwierzchnictwa... Jeżeli szukasz uroczej, rozczulającej religii, z dobrym, sprawiedliwym bogiem, to uderz w bahaizm. Zanim religia w ogóle się rozleci jako zjawisko kulturowe, pewnie zdążą jeszcze osiągnąć sukces (i wybudować parę ładnych świątyń takich jak ta w kształcie lotosu w Indiach).
_________________
Życie? — — — Rozprężę szeroko ramiona, Nabiorę w płuca porannego wiewu, W ziemię się skłonię błękitnemu niebu I krzyknę, radośnie krzyknę: — Jakie to szczęście, ze krew jest czerwona!
|
|
|
|
|
 |
|
Kapi
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: sobota, 5 cze 2010, 19:45 |
Dołączył(a): piątek, 9 kwi 2010, 21:00 Posty: 94
Poglądy: anarchoindywidualizm
|
|
A gdyby podejść do sprawy nieco inaczej. Spora część anarchistów propaguje życie w zgodzie z naturą, szanowanie praw zwierząt. Więc w pewnym sensie stawia się zwierzęta na równi z ludźmi, lecz ze względu na swoje ograniczenia nie mogą mieć one takich samych praw co ludzie. Gdyby taka samą (hipotetyczną oczywiście) zależność była między człowiekiem a Bogiem? To jest tylko luźna sugestia, próba usprawiedliwienia religii w oczach anarchii.
_________________ "Ten, co jest naszym panem, jest i wrogiem naszym" Jean de La Fontaine "We wszystko wątpić lub we wszystko wierzyć - oto dwa równie wygodne rozwiązania, które zwalniają nas od myślenia." Jules Henri Poincare
|
|
|
|
|
 |
|
Diuna
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: sobota, 5 cze 2010, 23:27 |
Dołączył(a): czwartek, 27 lis 2008, 10:25 Posty: 66
|
Kapi napisał(a): Spora część anarchistów propaguje życie w zgodzie z naturą, szanowanie praw zwierząt. Więc w pewnym sensie stawia się zwierzęta na równi z ludźmi, lecz ze względu na swoje ograniczenia nie mogą mieć one takich samych praw co ludzie. można spojrzeć na to z tej strony, że każdym zwierzęciem (również ludzkim) kierują te same prawa i popędy różniące się od siebie złożonością, tj. są to jedynie rozbieżności stopnia. człowiek wykształcił język i nadal tworzy kolejne narzędzia, lecz ich sporządzanie nie jest podstawą do tego, by uznać się za gatunek uprzywilejowany. a wręcz przeciwnie - technika czy kultura mogą zostać przyjęte za dowód ludzkiej niemocy i słabości. pies, którym się opiekujesz nie napisze posta na forum, ale czy to oznacza, że ma mniejsze prawo do życia w warunkach dla niego naturalnych? owszem, nie rządzą nim normy prawne, jednak ma coś, z czego ty nie korzystasz, a za sprawą czego nie musi uciekać się do tworzenia opresyjnych standardów - instynkt, wiedzę bezpośrednią i popędową inteligencję techniczną. prawo ludzkie nie jest mu więc potrzebne, i bynajmniej nie stawia to zwierzęcia na pozycji niższej oraz uzależniającej od człowieka.
_________________ być może zakozaczę WarsawSun
|
|
|
|
|
 |
|
Defman
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: niedziela, 6 cze 2010, 16:46 |
Dołączył(a): sobota, 22 lis 2008, 14:36 Posty: 843
Poglądy: @ bezprzymiotnikowy
|
Emjotka napisał(a): Nie da się mądrze połączyć idei anarchizmu z ideą Boga (czy boga), bo ten ostatni jest z definicji bytem wyższym[...] Słusznie. Ja mam tylko jeden problem. Co jeśli Bóg nie jest bytem wyższym tylko innym niż człowiek. Np. takie stałe fizyczne charakterystyczne dla naszego kosmosu mogą być bogiem, przecież to one decydują, że Ziemia jest w takiej a nie innej odległości od słońca i mogło się na niej rozwinąć życie. Oczywistym jest, że starożytni Bogowie są fałszywi, jednak nie uważam za bezcelowe poszukiwania Boga (tego nieokreślonego, nieświadomego), który może być (lub jest) przez naukę odkryty. Archaicznego Boga nie można pogodzić z anarchizmem, ale tego nie-Boga, jak najbardziej. O takim nie-Bogu mówił Einstein i wg mnie jest to najbardziej prawdopodobny Bóg jakiego można sobie wyobrazić  "Czy nie wystarczy, że ogród jest piękny? Czy muszą w nim jeszcze mieszkać wróżki?"
_________________ "Marzyciel jest twórcą jutra. Człowiek praktyczny może się z niego śmiać; nie wie, że to on jest tą prawdziwą siła, która popycha świat naprzód. Ucisz go, a świat stoczy się ku barbarzyństwu. Wzgardzony, osłabiony, wskazuje drogę... Siejąc nasiona, których plony zostaną zebrane, nie przez niego, lecz przez jutrzejszych ludzi praktycznych, którzy będą wyśmiewać jednocześnie kolejnego niestrudzonego marzyciela zajętego sianiem, sianiem i jeszcze raz sianiem."
Ricardo Flores Magon
|
|
|
|
|
 |
|
Emjotka
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: niedziela, 6 cze 2010, 17:04 |
Dołączył(a): niedziela, 23 maja 2010, 05:06 Posty: 47 Lokalizacja: Krk
Poglądy: a-indywidualizm (?)
|
Defman napisał(a): Co jeśli Bóg nie jest bytem wyższym tylko innym niż człowiek. Pytanie, czy wtedy w ogóle możemy mówić o Bogu/bogu - w końcu, czy wszechmogący, czy taki personifikujący "tylko" siłę żywiołu wody na przykład, bóg zawsze był czymś kierującym ludzkim losem, rozdzielającym dobra, zsyłającym klęski, etc. Defman napisał(a): Np. takie stałe fizyczne charakterystyczne dla naszego kosmosu mogą być bogiem, przecież to one decydują, że Ziemia jest w takiej a nie innej odległości od słońca i mogło się na niej rozwinąć życie. Cóż, wszystko wskazuje na to, że stałe fizyczne niczego świadomie i celowo nie robią, tylko po prostu są - przerabianie ich na bogów jest chyba utrudnianiem sobie życia. 
_________________
Życie? — — — Rozprężę szeroko ramiona, Nabiorę w płuca porannego wiewu, W ziemię się skłonię błękitnemu niebu I krzyknę, radośnie krzyknę: — Jakie to szczęście, ze krew jest czerwona!
|
|
|
|
|
 |
|
Defman
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: niedziela, 6 cze 2010, 17:38 |
Dołączył(a): sobota, 22 lis 2008, 14:36 Posty: 843
Poglądy: @ bezprzymiotnikowy
|
Raczej chodzi o przedefiniowanie idei Boga na coś mniej groźnego  Póki co nikt nie spalił nikogo na stosie w imię Mgławicy 
_________________ "Marzyciel jest twórcą jutra. Człowiek praktyczny może się z niego śmiać; nie wie, że to on jest tą prawdziwą siła, która popycha świat naprzód. Ucisz go, a świat stoczy się ku barbarzyństwu. Wzgardzony, osłabiony, wskazuje drogę... Siejąc nasiona, których plony zostaną zebrane, nie przez niego, lecz przez jutrzejszych ludzi praktycznych, którzy będą wyśmiewać jednocześnie kolejnego niestrudzonego marzyciela zajętego sianiem, sianiem i jeszcze raz sianiem."
Ricardo Flores Magon
|
|
|
|
|
 |
|
Kapi
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: piątek, 2 lip 2010, 17:10 |
Dołączył(a): piątek, 9 kwi 2010, 21:00 Posty: 94
Poglądy: anarchoindywidualizm
|
Diuna napisał(a): można spojrzeć na to z tej strony, że każdym zwierzęciem (również ludzkim) kierują te same prawa i popędy różniące się od siebie złożonością, tj. są to jedynie rozbieżności stopnia. człowiek wykształcił język i nadal tworzy kolejne narzędzia, lecz ich sporządzanie nie jest podstawą do tego, by uznać się za gatunek uprzywilejowany. a wręcz przeciwnie - technika czy kultura mogą zostać przyjęte za dowód ludzkiej niemocy i słabości. pies, którym się opiekujesz nie napisze posta na forum, ale czy to oznacza, że ma mniejsze prawo do życia w warunkach dla niego naturalnych? owszem, nie rządzą nim normy prawne, jednak ma coś, z czego ty nie korzystasz, a za sprawą czego nie musi uciekać się do tworzenia opresyjnych standardów - instynkt, wiedzę bezpośrednią i popędową inteligencję techniczną. prawo ludzkie nie jest mu więc potrzebne, i bynajmniej nie stawia to zwierzęcia na pozycji niższej oraz uzależniającej od człowieka. A gdyby było tak w rzeczywistości (tzn. identyczna zależność istniałaby między Bogiem a ludźmi), tylko zinstytucjonalizowane religie wprowadziły obraz boga jako istoty wyższej (to nadal kolejna hipoteza próbująca usprawiedliwić istnienie Boga)? Czemu technika i kultura może zostać uznana za słabość? A gdyby Bóg istniał (też nikt o tym nie wie) to cała ta dyskusja nie ma sensu, ponieważ musielibyśmy podporządkować się jego zasadom by nie zostać wiecznie potępionymi (szczerze powiem, że ta perspektywa trochę mnie przeraża). Nie miałby znaczenia nasz bunt przeciw jego władzy (bilans takiego buntu byłby co najmniej zły), to tak jakby robaki (przepraszam za porównanie) buntowały się nieśmiertelnemu, wszechwładnemu człowiekowi - nie przyniosłoby to skutku, a jedynie śmierć dla robaków. Mój powyższy tekst nie jest krytyką ateizmu, tylko próbą usprawiedliwienia teizmu.
_________________ "Ten, co jest naszym panem, jest i wrogiem naszym" Jean de La Fontaine "We wszystko wątpić lub we wszystko wierzyć - oto dwa równie wygodne rozwiązania, które zwalniają nas od myślenia." Jules Henri Poincare
|
|
|
|
|
 |
|
mosnerv
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: czwartek, 22 lip 2010, 13:30 |
Dołączył(a): poniedziałek, 8 gru 2008, 17:52 Posty: 615
|
|
Ja rozumiem, że mówimy cały czas wyłącznie o religii, bo KK potępia postawy anarchistyczne. Ja natomiast nie potępiam jako ateista anarchistów czy lewicowców wierzących w jakiegoś Boga, potępiam jednak fanatyzm i instytucjonalizm Boga. Świata także nie można pojąć jedynie rozumem i jeżeli ktoś chce wierzyć w jakiś dualizm światów to nie mam nic przeciwko. Wszelkie jednak instytucje kościelne uważam za legalnie działające mafię, a ludzie związani bliżej z kościołami to zazwyczaj fanatyczni konserwatyści wykrzykujący hasła typu "ty żydzie z PO, spieprzaj do Izraela SBku". Dlatego uważam też, że prawdziwą religijność ludzie potrafią rozwijać w sobie. Choć polemiki z wierzącymi nie lubię ze względu na wielość interpretacji wersów w Bibliach itp...
_________________ "http://www.youtube.com/watch?v=rFhuGilu710" "http://wiki.suse.pl" http://demotywatory.pl/1459736/Jak-leci-chlopaki
|
|
|
|
|
 |
|
Rotherw
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: czwartek, 29 lip 2010, 21:09 |
Dołączył(a): czwartek, 29 lip 2010, 15:05 Posty: 27
|
|
Same religie zaprzeczają istnieniu boga przedstawiając go jako tyrana co już pewnie było opisywane przez sporo ludzi i każdy kto kiedyś był wierzący ale osiągnął "wiek rozsądku" wie że tracił czas na marne. Może kiedyś technika posunie się bardzo do przodu i będziemy latać dalej w kosmos i odkryjemy że to ufoludki nasrały na ziemie i powstało życie bo żadnego boga tam nie znajdziemy.
A wiara? To już co innego bo każdy może wierzyć w co chce o ile nie pakuje tego na siłę do głów innych ludzi. Ja wierzę w ludzi, wierzę że potrafią myśleć.
|
|
|
|
|
 |
|
Kapi
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: czwartek, 29 lip 2010, 22:55 |
Dołączył(a): piątek, 9 kwi 2010, 21:00 Posty: 94
Poglądy: anarchoindywidualizm
|
|
To nic nie udowadnia. Nie da się udowodnić istnienia lub nieistnienia Boga. No chyba, że on sam objawiłby się ludziom, ale to chyba niemożliwe. Ja wierzę, niestety tylko ze strachu przed piekłem. Trochę przeraża mnie ta perspektywa, ale zawsze staram się tłumaczyć to tak: Jeśli będę dobrym człowiekiem, będę szanował wolność innych (szczerze mówiąc bycie anarchistą daje mi silniejszy kręgosłup moralny niż bycie katolikiem - rozumiem ograniczenia na mnie nakładane, a jako katolik - nie) to jeśli ten Bóg jest sprawiedliwy nie potępi mnie chyba. Oczywiście na pierwszym miejscu stawiam moje wolnościowe ideały, zanim pomyśle o czymś jako o grzechu, zawsze myślę: czy robię komukolwiek krzywdę? Jeśli nie to uznaję taką zasadę religijną za bezpodstawną i nie trzymam się jej - w sumie tak jakbym nie wierzył. Chodzę czasem do spowiedzi i do Kościoła (bądź co bądź można tam czasem coś ciekawego usłyszeć). Może i Boga nie ma - i co z tego, wiara daje mi pewien spokój moralny. Katolicyzm nie przedstawia Boga jako tyrana. W Biblii jest pełno metafor i o tym trzeba pamiętać.
_________________ "Ten, co jest naszym panem, jest i wrogiem naszym" Jean de La Fontaine "We wszystko wątpić lub we wszystko wierzyć - oto dwa równie wygodne rozwiązania, które zwalniają nas od myślenia." Jules Henri Poincare
|
|
|
|
|
 |
|
Defman
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: piątek, 30 lip 2010, 12:13 |
Dołączył(a): sobota, 22 lis 2008, 14:36 Posty: 843
Poglądy: @ bezprzymiotnikowy
|
Kapi napisał(a): To nic nie udowadnia. Nie da się udowodnić istnienia lub nieistnienia Boga. No chyba, że on sam objawiłby się ludziom, ale to chyba niemożliwe. Ja wierzę, niestety tylko ze strachu przed piekłem. Trochę przeraża mnie ta perspektywa, ale zawsze staram się tłumaczyć to tak: Jeśli będę dobrym człowiekiem, będę szanował wolność innych (szczerze mówiąc bycie anarchistą daje mi silniejszy kręgosłup moralny niż bycie katolikiem - rozumiem ograniczenia na mnie nakładane, a jako katolik - nie) to jeśli ten Bóg jest sprawiedliwy nie potępi mnie chyba. Oczywiście na pierwszym miejscu stawiam moje wolnościowe ideały, zanim pomyśle o czymś jako o grzechu, zawsze myślę: czy robię komukolwiek krzywdę? Jeśli nie to uznaję taką zasadę religijną za bezpodstawną i nie trzymam się jej - w sumie tak jakbym nie wierzył. Chodzę czasem do spowiedzi i do Kościoła (bądź co bądź można tam czasem coś ciekawego usłyszeć). Może i Boga nie ma - i co z tego, wiara daje mi pewien spokój moralny. Katolicyzm nie przedstawia Boga jako tyrana. W Biblii jest pełno metafor i o tym trzeba pamiętać. A co tu udowadniać? Jak ktoś ci powie, że UFO istnieje to na kim spoczywa ciężar udowodnienia tego? Nie na mnie spoczywa obowiązek udowadniania nieistnienia Boga, on naturalnie nie istnieje, to człowiek, który stworzył jego ideę musi udowodnić jego istnienie. Wtedy ja co najwyżej mogę się pokusić o obalenie tego dowodu. A tak to co mam obalać? Bredzenie szaleńca? Jeśli w coś nieprawdopodobnego wierzy jedna osoba to nazywamy ją wariatem, jeśli wierzy w to milion osób to nazywamy to wiarą.
_________________ "Marzyciel jest twórcą jutra. Człowiek praktyczny może się z niego śmiać; nie wie, że to on jest tą prawdziwą siła, która popycha świat naprzód. Ucisz go, a świat stoczy się ku barbarzyństwu. Wzgardzony, osłabiony, wskazuje drogę... Siejąc nasiona, których plony zostaną zebrane, nie przez niego, lecz przez jutrzejszych ludzi praktycznych, którzy będą wyśmiewać jednocześnie kolejnego niestrudzonego marzyciela zajętego sianiem, sianiem i jeszcze raz sianiem."
Ricardo Flores Magon
|
|
|
|
|
 |
|
Harry Angel
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: sobota, 31 lip 2010, 03:07 |
Dołączył(a): czwartek, 29 lip 2010, 00:10 Posty: 23
|
|
w kontekście religii, przecież jest oczywiste że Anarchista jest wyznawcą Szatana który wypowiedział Bogu posłuszeństwo. jest więc Upadłym Aniołem :).
miejsce Anarchisty jest więc obok Satanisty, może tylko być Satanistą Wierzącym i wyznającym kult Szatana, albo być Satanistą bezwyznaniowym.
Upadły Anioł który wystąpił przeciwko Bogu, był Uzurpatorem, sprzeciwiającym się zaleceniom boskim :).
Anarchiści to albo ci którzy są Uzurpatorami, uzurpującymi sobie prawo do bycia "Bogiem", albo ci, którzy podważają zasady różnych "bogów" albo po prostu tych, którzy dzierżą jakąś cząstkę władzy nad innymi.
tak samo jak Diabeł :), był strącony przez Boga za nieposłuszeństwo i uzurpatorstwo, tak wszyscy konserwatyści i posiadacze instrumentów władzy broniący ładu i systemu, będą próbowali wyeliminować wątpiących i się sprzeciwiających takiemu czy innemu systemowi anarchistów.
Szatan którego pozbył się Bóg, miał w sobie cząstkę boskości, nie miał jednak dostatecznych instrumentów władzy. myśląc samodzielnie odkrywał Boga w Sobie. dążył do wolności, chociaż w obliczu władzy Boga, nie był w stanie jej w praktyce przeprowadzić. Bóg w oczach Szatana, nie był wcale dobry, ale był zły i niesprawiedliwy.
Szatan zrozumiał, że może być wolny ale w nowym swoim Świecie, jednak nie w Świecie stworzonym przez Boga. dojrzały Anarchista też to doskonale rozumie, że szczęśliwy może być tylko poza Systemem :).
wyznawcy Boga są wyznawcami jeśli mówimy tu o elementarnych zasadach logiki :), Władzy nad Sobą, narzuconego porządku, ładu i zrównoważonej harmonii, jedynie słusznych praw i zasad, wierząc, że jeśli będą według nich żyć, zapanuje "dobro" i "wieczne zbawienie". pomijając wątek zbawienia, w samym założeniu i istocie swojej, wierzący to niewolnicy, którzy chcą mieć Pana nad sobą, bądź też boją się że nieposłuszeństwo ich będzie miało zbyt wysoką cenę. to zagubione owieczki, chcące znaleźć drogowskaz i swojego Pasterza. szukające ładu i porządku, który zaspokoi ich potrzebę poczucia bezpieczeństwa. to wyznawcy systemu, systemu praw i zasad które porządkują życie ludzkie. wyznawcy praw i zasad to wyznawcy Systemu.
Anarchiści, to wyznawcy wolności a więc terroryści dla Systemu i jego wyznawców :). Anarchiści nie chcą porządku, ładu, i spokoju etycznego, moralnego, religijnego czy społecznego. to ci którzy wiecznie wątpią, poszukując drogowoskazu i prawdy w Sobie. są więc tak jak Szatan bardziej boscy, od owieczek posłusznych Panu Bogu, jednak mimo iż nie są stadem baranów, mogą nie mieć siły żeby zapanować zarówno nad stadem, jak i nad kontrolującym go Systemem. w jednym ze swoich postów, na tym forum napisałem że najważniejsza jest zmiana mentalności. jest ratunek. każdy człowiek został obdarzony bowiem grzechem pierworodnym i ma w sobie zaszczepkę Szatana. Anarchiści, a więc Sataniści, powinni pomagać odkrywać tą cząstkę Boga w sobie zagubionym owieczkom, albo próbować przekonać ich do swojej własnej Boskości :), pokazując im korzyści z bycia Bogiem :). ten Bóg odkryty w sobie, nie staje się Bogiem poprzez System, czy też wyznawanie wspólnych prawd i zasad, ale ten Bóg spełnia się dzięki samoistnej autokreacji i totalnemu wyzwoleniu. żeby móc osiągnąć ów zamierzony stan musi wyzwolić się spod władzy krępujących zasad, i Systemu który zniewala umysły spętanych, wiarą, i religią w Władców nad sobą, i System mający ich zbawić, uzdrowić i uczynić szcześliwymi i bezpiecznymi. żyjąc w tym Systemie zawsze pozostaną nieszczęśliwi, ponieważ na zawsze pozostaną niewolnikami chcącymi tylko jeszcze bardziej ograniczać wolność innych niewolników w imię "wspólnego jedynie słusznego dobra". robią więc z siebie nieszczęśników :). porzucając swojego Boga, i System, jako wolni dopiero mogą uczynić siebie szczęśliwymi. jednak droga do wolności, wymaga od nich wpierw odkrycia w sobie pierwiastka własnej boskości :). dopiero mając własne wizje i koncepcje, można uczynić świat lepszym. Bóg i System który stworzył, jest zły i niesprawiedliwy. można go zniszczyć, można go też zostawić w spokoju, o ile możemy obok stworzyć lepszy własny świat a więc nasze Piekło :). jednak dopóki System będzie chciał ograniczać naszą kreację, jest naszym Wrogiem. dlatego trzeba go zniszczyć podstępem. świat zostanie opanowany przez Władców Ciemności, którzy przenikną nie tylko dusze i umysły nasze, ale przenikną sam System dokonując dzieła autozniszczenia, ponieważ starożytni już wiedzieli, że Wolność ma ten, kto ma Władzę. wolny jest albowiem ten, kto zdobył władzę nad swoją duszą. a wolni będą ci, których dusze zostaną uwolnione spod władzy innych. ale żeby uwolnić dusze te spod władzy innych, trzeba odebrać im Władzę.
wracamy przy okazji religii więc do centralnego pytania. czy Anarchistą jesteś, dlatego że masz mentalność wolnego człowieka. a wtedy religia jak i Kościół, jak i kult Boga nie powinny mieć dla Ciebie znaczenia. czy też jesteś Anarchistą który widzi w anarchii a raczej konkretnej wizji anarchizmu społecznego szansę na większą sprawiedliwość i szacunek dla ludzkości, a więc czy punktem wyjścia dla Ciebie jest bycie anarchistyczną jednostką, czy też punktem wyjścia, jest szukanie sprawiedliwego ładu i "systemu" dla wszystkich. jeśli to drugie to w mojej definicji Anarchistą nie jesteś. ale możesz widzieć w założeniach społeczno politycznej myśli anarchistycznej jakieś plusy. jeśli to pierwsze, to nie możesz cenić struktury hierarchicznej jako Kościoła i wspólnoty opartej na pewnej strukturze społecznej. nie możesz też uprawiać kultu Boga, który narzuca na Ciebie ograniczenia. nie możesz też wyznawać wspólnej religii która wytycza Ci szlak postępowania. oczywiście wiara czy dopuszczenie możliwości istnienia istoty Wyższej teoretycznie nie musi kolidować z chęcią równego traktowania się i wolności w społeczeństwie. ale wtedy chyba nie mówimy o wierze i religii, ale o rodzaju przekonania i co najwyżej pewnej filozofii. istnienie Stwórcy nie musi być synonimem Boga w znaczeniu religijnym. nawet jednak i w tym przypadku istnienie Boga nie musi oznaczać jakiejkolwiek religii, bo stwórca może być bardzo cyniczny, zły i traktować swoje dzieło jak teatr, a istoty żywe jak zaprogramowane marionetki. więc raczej próbować należałoby go "ominąć" a nie się do niego modlić, i go wyznawać :). Stwórca też po prostu mógł zrobić eksperyment nawet dając jakieś "szanse" na stworzenie "życia" i po prostu olać jeden z eksperymentów i o nim zapomnieć, a gdzieś obok istnieją biliony alternatywnych Światów i Wszechświatów które stworzył. trudno mówić wtedy o jakiejś religii w takiego Boga.
w kontekście religii najbardziej nam znanej, ciekawie wypada postać Jezusa, zarówno jako postaci historycznej, jak i religijnej. Jezus był Mesjaszem religii, która miała wyzwolić jakąś część społeczeństwa zwaną narodem spod okupacji systemu który ten naród zniewolił. żeby dodać siły narodowi Jezus obiecał mu wieczne zbawienie a także bycie narodem wybranym :). tu powstaje ciekawy konflikt nowej religii, i Uzurpatora - Mesjasza z Systemem Państwowym i systemem Władzy. Jezus był twórcą nowej sekty religijnej, oraz sam się uznał za Boga :). jako postać historyczna, z laickiego punktu widzenia, był właśnie Anarchistą, który kazał ludziom wierzyć w Siebie, a nie System. do władzy z Systemem państwowym, jako narzędzia walki użył własnej Boskości :). wyobraźmy sobie dzisiaj taką sytuację. kolejny taki Jezus, to po prostu Psychopata, o być może całkiem dużej sile oddziaływania, być może posiadający jakieś zdolności "paranormalne". twórca sekty a więc luźnej organizacji charakteru a-państwowego, która głosi nową "religię". Jezus II nazwijmy go umownie jest Anarchistą który tworzy podwaliny nowej religii. czy Jezus II mógłby być uznany za anarchistę? jak najbardziej TAK. czy jednak "religia" którą wyznawali by członkowie nowej sekty, dałaby im prawo do nazywania się anarchistami? w sensie społecznym - politycznym, może w jakimś wyrywkowym zakresie. w sensie mentalnym - tylko wtedy kiedy doprowadziłaby ich do osobistego wyzwolenia. natomiast sama autonomizacja nowej grupy zaczynającej żyć nowymi ideami, poza typowym społeczeństwem ma charakter "anarchistyczny" w kontekście walki autonomicznej grupy z powszechnie obowiązującym systemem.
zupełnie pomijam tu i pozostawiam na boku walkę części ludzi podających się za anarchistów z kościołem, krzyżami itp. od tego jest ogłupiała lewica a nie anarchiści. anarchiści nie powinni nic zwalczać, co nie jest ich :), powinni zwalczać jedynie tego autorytaryzm o ile nosi to charakter instytucjonalny. to że anarchista nie godzien jest walki z dobrowolnie wybraną religią czy wiarą, nie zmienia faktu że nie za bardzo pasuje na członka Kościoła, czy osobę wierzącą w powszechne religie. oczywiście pozostaje abstrakcyjny, niedosłowny, filozoficzny i etyczny sposób traktowania wybiórczo doktryn wiary, religii, czy chęci postudiowania samych ksiąg religijnych. nie ulega wątpliwości że tematyka religijna zajmuje się dla niepraktycznego anarchisty zagadnieniami go interesującymi w jakiś sposób osobiście, anarchiści często są ludźmi uduchowionymi, ponieważ jak mówię muszą mieć w sobie pierwiastek mistyczny boskości, jak i diabelskości :). sam Szatan jest odpowiedzią na istnienie Boga :). natomiast ani bycie osobą głęboko religijną - wierzącą w Boga, ani bycie członkiem Kościoła - nie pasują do bycia anarchistą - tak jak nietolerancja dla dobrowolnej przynależności do takich struktur - również. mimo wszystko nawet jeśli anarchiści walczą z religią robią to najczęściej w sposób nieformalny, a więc w zakresie wyrażania drwiącego i wyśmiewającego osobistego stosunku, a oficjalnie walczą z Instytucją Kościelną - co samo w sobie ma charakter anarchistyczny - ponieważ anarchista walczyć powinien z każdą instytucją - chyba że, w myśl tego co napisałem zrozumie, że pewni Władcy podstępem chcąc zdobyć władzę opanowują nie tylko umysły ale i instytucje po to żeby po zdobyciu władzy - zaprowadzić Wolność :)
nie ma wątpliwości że anarchista zawsze jest przeciwny istniejącej próbującej coś narzucić innym, doktrynie, równie dobrze może być to doktryna nauki, a co dopiero mówić o doktrynie wiary :). anarchia to wolność od skutkującej czymś oceny innych, wolność od zasad które są nam narzucane. w tym kontekście wolność od doktryny głoszonej przez Kościół jest jak najbardziej zrozumiała. dlatego czasem pojawiają się przegięcia w postaci walki z krzyżem, konkordatem, uprzywilejowania instytucji kościelnych tylko że wtedy trudno powiedzieć, ażeby tacy anarchiści się nie stawali zaangażowanymi politycznie aktywistami, chcącymi uczestniczyć w zabawie w państwo. jeszcze raz mogę powtórzyć że Wolność można zaprowadzić mając Władzę ;). więc czemu nie, tylko wtedy powołać od razu Anarchistyczną Wolnościową Partię Polityczną, i nie działać pod przykrywką. jeśli przekroczy się rubikon "bojkotowania wyborów", i dojrzeje do tego że możliwe jest tylko zmienianie czegoś grając dostępnymi narzędziami obecnego systemu, próbując do siebie przekonać jak największą grupę ludzi, i nawrócić ich na anarchię :), wtedy że tak powiem "wszystkie chwyty są dozwolone", bo zaczynamy zajmować się polityką. z punktu widzenia politycznego walka z Kościołem jest jak najbardziej uzasadniona. chociażby narzucanie 1 uprzywilejowanego kościoła innym. natomiast moim punktem wyjścia zawsze pozostaje punkt widzenia jednostki. z jej punktu widzenia każdy w co chce, niech wierzy, a system mnie nie dotyczy. człowiek uduchowiony który 'w coś wierzy' może budzić uznanie anarchisty, ale interesuje go jako jednostka przekonana o własnej boskości i wierząca w swoje idee ;).
poruszyłeś temat racjonalizmu. racjonalizm jest też nową doktryną i religią. myślę że anarchista zdecydowanie jest postacią uduchowioną (jeśli powracamy do Jednostki jako źródła osobistej anarchii), a nie racjonalną. odrzuca tak samo zinstytucjonalizowane religie a najprawdopodobniej wiarę w Boga czyli kogoś nad sobą, jak i wiarę w inne doktryny jedynie słusznego myślenia, ponieważ odrzuca kryteria które mogą ograniczać wolność. anarchista myśli abstrakcyjnie, i wyobraźnia czy też wola kreacji nieistniejących bytów jest dla niego ważniejsza, od istoty poznawania i przetwarzania. dlatego jest w sumie niepraktyczny, ponieważ myśl nie wygra z czynem. wiara w doktrynę np racjonalizmu :), jest też wiarą ale do Boga czy religijności bym nie sprowadzał :) a Twój Bóg w sumie na imię ma Satan :)
do dalszych. czy idea "dobra" nie jest ograniczaniem wolności? przypisywanie znaczenia "dobra" do konkretnej idei, jest autorytarnym osądem narzucającym określony punkt widzenia. w wolności dobro jest pojęciem względnym - oceną która dla wolnego człowieka nie powinna być kryterium wiążącym :). oceny wartościujące mają jedynie znaczenie symboliczne i umowne, i łączą się z tym w co "wierzymy" albo co lubimy. jeśli w coś "wierzymy że jest dobre" to nazywamy to "dobrym" i podajemy uzasadnienie, jeśli coś lubimy i chcemy to jest to dobre - bo zaspokaja naszą Wolę jako wolnych jednostek. w wolności możemy dobrać każde kryteria oceny i wszystko uznać za równie dobre co złe, w zależności od odpowiednio dobranego kryterium. zastosowanie powyższego rozumowania ma miejsce przede wszystkim w sprowadzeniu wszystkiego do woli zatomizowanych autonomicznych Jednostek które kształtują w sposób dobrowolny własne wartości, w realizacji zaspokajając swoje nienasycone Ego. inne jednostki kierując się wolnością winny dawać zaspokajać innym ich Ego zarazem licząc na możliwość zaspokojenia ze strony innych swojego, oczywiście wyzwolonego Ego :) oceny wartościujące "dobre/złe" w anarchii trochę się kłócą z rozumem. coś jest. jakie jest to kwestia postrzegania. dla daltonisty coś jest szare albo brązowe co jest dla innego purpurowe, a dla kogoś z wyjątkowo złożonym "kolorowym wzrokiem" jest coś bardzo jaskrawo lila fioletowo cieniowo fiołkowe. każdy widzi inaczej w zależności od dobranych kryteriów postrzegania więc stąd właśnie winno się znieść autorytaryzm oceny. dla anarchisty słowo dobre - winno być sprowadzone do słowa wolne - nie naruszające nieodwracalnie wolności innych ludzi. ale wolne nie musimy ograniczać przymiotnikiem "dobre", możemy po prostu uznać za obiektywnie wolne, i takim niech pozostaje. załóżmy że jest to taka zasada jak np że chodzi się po ziemi a nie po niebie. ani dobra ani zła - niezmienna. reszta rzeczy podlega indywidualnej ocenie i nie potrzeba religii, żeby coś uznać za dobre, albo złe. jeśli jesteśmy wolni i czegoś NIE MUSIMY przecież jest dla nas ambiwalentne. złe staje się wtedy, jeśli coś MUSI być i musimy się z tym męczyć :). w wolności nikt nam nic nie narzuca więc to co sobie wybieramy - zaspokaja nasze Ego - więc zawsze jest dobre :) jeśli wszyscy mają takie same "prawa" to niknie podział na zło i dobro, pozostaje podział na to co nasza Wola CHCE albo NIE CHCE. można by założyć że ludzie których Ego chce Władzy, mogą jedynie wtedy mieć "źle" bo jest wolność. jest to też nieprawda, i założenie błędne, ponieważ ludzie odzyskujący władzę nad sobą, mają tej władzy więcej i zupełnie innej a za to wszyscy :). dobrowolnie również pozostanie masa ludzi chcących mieć swoich prywatnych Władców, jak i pragnących ulegać innym ale będzie miało to zupełnie inny smak, w momencie kiedy nie będzie to zależało od uwarunkowań narzuconych odgórnie, systemu i przymusu, ale od dobrowolnej własnej nieprzymuszonej woli i bezpośredniego oddziaływania obydwu stron :). w wolności Ego może mieć dopiero prawdziwą Władzę nad innym człowiekiem, w niewoli i systemie, jest to tylko władza pośrednia, niepełna, i pozorna. władza w wolności nie byłaby warunkowana przez system, ale przez dobór naturalny :) przez co była by osobistym spełnieniem jednostki, była by "piękniejsza", i dużo pełniejsza :) i nie miała by znamion wykorzystania i przymusu.
oczywistym jest że anarchizm jest bliższy jednostkom uduchowionym, i romantycznym, trancendentnym, i mistycznym :), z umiejętnością postawienia siebie ponad więzieniem. dużo mniej znajdzie się tu osób które próbują świat systematyzować, klasyfikować, porządkować i się go "uczyć" na etapie empirycznego poznawania, i szukania idealnego usystematyzowania, a tacy np są różni racjonaliści, i ludzie nauki. anarchistyczna może być dusza, nigdy nie rozum. anarchista kreuje idee, a nie obserwuje rzeczywistość, "nauka" może dotyczyć tylko SYSTEMU. czegoś niezmiennego, i uporządkowanego. tym się nie zajmuje anarchia. trudno uczyć się o czymś co jest zagadkowe, nieograniczone, nieprzewidywalne, i nieskończone :). a taką jest prawdziwa WOLNOŚĆ. specjalistą w dziedzinie Wolności, są anarchiści, nie żadni "racjonaliści" :)
|
|
|
|
|
 |
|
Defman
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: sobota, 31 lip 2010, 10:22 |
Dołączył(a): sobota, 22 lis 2008, 14:36 Posty: 843
Poglądy: @ bezprzymiotnikowy
|
Twoje teksty są pisane w tonie tych z Brawo czy Przyjaciółki O.o ewentualnie horoskopów jakichś  Może byś czasem dodał, że "moim zdaniem" albo "wg mnie", a nie walisz "anarchista to taki i taki jest, być powinien, musi być" itd.
_________________ "Marzyciel jest twórcą jutra. Człowiek praktyczny może się z niego śmiać; nie wie, że to on jest tą prawdziwą siła, która popycha świat naprzód. Ucisz go, a świat stoczy się ku barbarzyństwu. Wzgardzony, osłabiony, wskazuje drogę... Siejąc nasiona, których plony zostaną zebrane, nie przez niego, lecz przez jutrzejszych ludzi praktycznych, którzy będą wyśmiewać jednocześnie kolejnego niestrudzonego marzyciela zajętego sianiem, sianiem i jeszcze raz sianiem."
Ricardo Flores Magon
|
|
|
|
|
 |
|
Kapi
|
Tytuł: Re: Obrona idei Boga w kontekście anarchizmu Napisane: niedziela, 1 sie 2010, 19:04 |
Dołączył(a): piątek, 9 kwi 2010, 21:00 Posty: 94
Poglądy: anarchoindywidualizm
|
Defman napisał(a): A co tu udowadniać? Jak ktoś ci powie, że UFO istnieje to na kim spoczywa ciężar udowodnienia tego? Nie na mnie spoczywa obowiązek udowadniania nieistnienia Boga, on naturalnie nie istnieje, to człowiek, który stworzył jego ideę musi udowodnić jego istnienie. Wtedy ja co najwyżej mogę się pokusić o obalenie tego dowodu. A tak to co mam obalać? Bredzenie szaleńca?
Jeśli w coś nieprawdopodobnego wierzy jedna osoba to nazywamy ją wariatem, jeśli wierzy w to milion osób to nazywamy to wiarą. Ostatnie dni się bardzo zastanawiałem. Ja tak na prawdę jestem jeszcze na etapie kształtowania moich poglądów - mam 16 lat (nie uważam, by dyskredytowało mnie to jako oponenta i mogło być wykorzystane w dyskusji ze mną jako argument). W istnienie Boga zacząłem wątpić jakieś 1,5 roku temu. Wcześniej byłem bardzo katolicki, nawet moi rodzice bali się o mnie (że wyrośnie ze mnie jakiś maniak religijny). Stopniowo wiara zaczęła wygasać, pojawiać się wątpliwości. To nie było tak, że w ciągu jednego dnia powiedziałem sobie: "nie wierzę w Boga", ten proces zaczął się prawdopodobnie w wieku 12-13 lat. Ostatnie dwa dni miałem okazję spędzić na łonie natury, zwolnić i odpowiedzieć sobie na parę pytań. Czy będę żył zgodnie z katolickim systemem wartości? Dlaczego mam w ogóle akceptować coś niepojętego rozumem? Dlaczego musi we mnie istnieć świadomość, że to normalne? Te półtora roku naprawdę próbowałem uwierzyć i wbrew zamierzeniom coraz bardziej stawałem się ateistą. Czytałem Biblię, fora katolickie, publikację o ateizmie, religii itp. - krótko mówiąc szukałem. Nie chcę żyć jak mój ojciec - on całe swoje dotychczasowe życie spędził, w pewnym sensie na krawędzi - stara się wierzyć, ale nie żyje tak jak czarni dyktują (nie świadczyłoby to jeszcze o ateizmie tylko o niezależności), wątpi w istnienie osobowego Boga. Dlatego podjąłem ostateczną decyzję - jestem ateistą. Co do Harry Angel: najzwyczajniej w świecie nie chce mi się czytać twoich długich wywodów, bo parę z nich już przeczytałem i to nie była dobra decyzja.
_________________ "Ten, co jest naszym panem, jest i wrogiem naszym" Jean de La Fontaine "We wszystko wątpić lub we wszystko wierzyć - oto dwa równie wygodne rozwiązania, które zwalniają nas od myślenia." Jules Henri Poincare
|
|
|
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
Nie możesz rozpoczynać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników
|
|